'New media are new languages, their grammar and syntax yet unknown.'

Laws of Media: The New Science, M.McLuhan (1988)

niedziela, 5 maja 2013

7. Software studies 101


Jako że nie zaczyna się zdania od „a więc”, zacznę je tak: Software studies!!! Czyli, jak wyjaśnił ostatnio Mądry Pan Z Fajną Brodą, wszystkie sfery życia są dziś oprogramowane i potrzebna była dziedzina, która by to w jakiś sposób badała. I tym właśnie zajmują się software (ang. „oprogramowanie”) studies, których wiek datuje się na 5-7 lat. (Jak mniemam, te 2 lata „dziury” wynikają z tego, co podaje krynica mądrości wszelakiej, czyli Wikipedia: „The first conference events in the emerging field were Software Studies Workshop 2006 and SoftWhere 2008. In 2008 [...] first academic program was launched [...].” Czyli: pierwsze działania w zakresie software studies nastąpiły w 2006 roku, ale dopiero dwa lata później środowisko akademickie pod wodzą dobrze nam już znanego Lva Manovicha oficjalnie otworzyło projekt "Software Studies Initiative” na Uniwersycie Kalifornijskim w San Diego. Jeśli zaś mniemam źle, to przepraszam, ale. Tego akurat Mądry Pan Z Fajną Brodą nie wyjaśnił.)

Mądry Pan Z Fajną Brodą użył ponadto ładnej metafory, która jeszcze dokładniej doprecyzowała poletko badań software studies: oprogramowanie to po prostu inny rodzaj tekstu niż te, z którymi dotychczas mieliśmy do czynienia, a, jak wiadomo, tekstowi można się przyglądać pod najróżniejszymi kątami, nie tylko czysto technicznie i warsztatowo. No i właśnie: software studies to nie tylko badania nad oprogramowaniem per se, ale także tym, jaki wpływ ma ono na kulturę i społeczeństwo. Jak zgrabnie streszcza to Mirosław Filiciak w krótkim wpisie z 2008 roku na internetowej witrynie Polityki: „Lev Manovich konsekwentnie dąży do ukonstytuowania nowej dziedziny akademickiej — software studies, czyli studiów nad oprogramowaniem. […] Manovich uważa, że wpływ oprogramowania na dzisiejszy świat jest tak duży, że tradycyjne medioznawstwo już nie wystarcza i pora wypromować nową interdyscyplinę, skupioną właśnie na oprogramowaniu. Na witrynie SSI znajdziemy m.in. określenie „software society”, czyli „społeczeństwo oprogramowania”, który ma podkreślić fakt, że we wszystkich sferach aktywności mieszkańca krajów uprzemysłowionych na jakimś poziomie obecne jest oprogramowanie. Skupieni wokół Manovicha badacze mają wyprowadzić humanistyczną refleksję nad mediami poza dyskurs o nowych mediach, mediach cyfrowych, cyberkulturze i internecie, bo wg nich grozi on koncentracją na efektach działania, a nie strukturach które powodują takie a nie inne efekty. Tym, co powinno nas zajmować najbardziej, jest dziś software.”

Okej. Podejrzewam, że nikt z powyższym się kłócił nie będzie — mam na myśli tezę, że oprogramowanie jest dziś wszędzie, bo przecież wystarczy się rozejrzeć po własnym mieszkaniu — ale być może znajdą się tacy, którzy kwestionują sens głębszych badań nad nim, zwłaszcza w kontekście socjalnym i kulturowym. Jeśli w stronę takich potencjalnych sceptyków ktoś powie sobie pod nosem „bitch, please”, to, jak to zwykle w takich przypadkach to bywa, będzie miał rację. Hiszpańskiej Inkwizycji — bądź też nagich czterech liter Hugha Bonneville w pierwszych minutach pilota Da Vinci’s Demons, ech —  być może nikt się nie spodziewał, ale to, że media i komputery będą coraz bardziej wpychać się z butami w każdą dziedzinę życia, co nie może nie mieć szerszych konsekwencji, można pewnie było przewidzieć. Co też zrobił był chociażby nasz ukochany Marshall McLuhan, nakreślając zjawisko już poprzez zwrócenie uwagi na to, że kulturę bardziej kształtuje sama obecność mediów niźli ich treść.

Pozostawię to może — wspomniane szersze konsekwencje oprogramowania każdej sfery życia — do własnej rozwagi, ale wydaje mi się, że i z tym ciężko się nie zgodzić. W sensie, zanegować postępujące występowanie tychże szerszych konsekwencji. Ładnie według mnie wiąże się to nam chociażby z ostatnimi rozważaniami nt. cyborgizacji, o której fajnie napisała Iza, jeśli ktoś jeszcze nie czytał. Można też na przykład obejrzeć sobie film Ridleya Scotta pt. Blade Runner i zastanowić, jak daleko w programowaniu wszystkiego zajdziemy i jak bardzo nas to kiedyś w nasze własne cztery litery ugryzie.

Ale. Jeśli ktoś nie ma ochoty podążać myślami w rejony, które poważnie zataczają o prawdopodobne przyszłe filozoficzno-etyczne i różne takie, intelektualnie brzmiące moralne konflikty, to ja teraz może, w mało subtelnej, ale bardzo rozpaczliwej próbie odwrócenia uwagi od tego, że z braku pomysłu znów napisałam notkę o niczym, na koniec powiem, że super, że mamy wokół siebie Mądrych Ludzi, którzy się na wszystkim znają i wszystko wymyślają i pozwalają nam potem tylko klikać w kilka guzików, żeby coś nam działało i żebyśmy mogli czuć się ekspertami! Fajnie, fajnie. Nikt z nas przecież za bardzo nie lubi się uczyć i kształcić ponad to, co nam łatwo przychodzi i ma się teoretycznie, jak to się ładnie mówi, w życiu przydać. Bo po co mielibyśmy próbować sięgać do innych dziedzin wiedzy, prawda? Wiedza nie zniknie, ktoś tam zawsze będzie się na czymś znał.



Prawda?


Katarzyna Kunisz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz