Jako że nie zaczyna się zdania od
„a więc”, zacznę je tak: Software studies!!! Czyli, jak wyjaśnił ostatnio Mądry
Pan Z Fajną Brodą, wszystkie sfery życia są dziś oprogramowane i potrzebna była
dziedzina, która by to w jakiś sposób badała. I tym właśnie zajmują się software (ang. „oprogramowanie”) studies, których wiek datuje się na 5-7 lat. (Jak mniemam, te 2 lata
„dziury” wynikają z tego, co podaje krynica mądrości wszelakiej, czyli Wikipedia: „The first conference events
in the emerging field were Software Studies Workshop 2006 and SoftWhere 2008. In 2008 [...] first academic program was launched [...].”
Czyli: pierwsze działania w zakresie software studies nastąpiły w 2006 roku,
ale dopiero dwa lata później środowisko akademickie pod wodzą dobrze nam już
znanego Lva Manovicha oficjalnie
otworzyło projekt "Software Studies Initiative” na Uniwersycie
Kalifornijskim w San Diego. Jeśli zaś mniemam źle, to przepraszam, ale. Tego
akurat Mądry Pan Z Fajną Brodą nie wyjaśnił.)
Mądry Pan Z Fajną Brodą użył ponadto ładnej
metafory, która jeszcze dokładniej doprecyzowała poletko badań software
studies: oprogramowanie to po prostu inny rodzaj tekstu niż te, z którymi dotychczas mieliśmy do czynienia, a, jak
wiadomo, tekstowi można się przyglądać pod najróżniejszymi kątami, nie tylko
czysto technicznie i warsztatowo. No i właśnie: software studies to nie tylko
badania nad oprogramowaniem per se, ale także tym, jaki wpływ ma ono na kulturę
i społeczeństwo. Jak zgrabnie streszcza to Mirosław Filiciak w krótkim wpisie z 2008 roku na internetowej witrynie Polityki: „Lev Manovich konsekwentnie dąży do
ukonstytuowania nowej dziedziny akademickiej — software studies, czyli studiów
nad oprogramowaniem. […] Manovich uważa,
że wpływ oprogramowania na dzisiejszy świat jest tak duży, że tradycyjne
medioznawstwo już nie wystarcza i pora wypromować nową interdyscyplinę,
skupioną właśnie na oprogramowaniu. Na witrynie SSI znajdziemy m.in. określenie „software society”, czyli
„społeczeństwo oprogramowania”, który ma
podkreślić fakt, że we wszystkich sferach aktywności mieszkańca krajów
uprzemysłowionych na jakimś poziomie obecne jest oprogramowanie. Skupieni
wokół Manovicha badacze mają wyprowadzić humanistyczną refleksję nad
mediami poza dyskurs o nowych mediach, mediach cyfrowych, cyberkulturze i
internecie, bo wg nich grozi on koncentracją na efektach działania, a nie
strukturach które powodują takie a nie inne efekty. Tym, co powinno nas
zajmować najbardziej, jest dziś software.”
Okej. Podejrzewam, że nikt z
powyższym się kłócił nie będzie — mam na myśli tezę, że oprogramowanie jest
dziś wszędzie, bo przecież wystarczy się rozejrzeć po własnym mieszkaniu — ale być
może znajdą się tacy, którzy kwestionują sens głębszych badań nad nim,
zwłaszcza w kontekście socjalnym i kulturowym. Jeśli w stronę takich
potencjalnych sceptyków ktoś powie sobie pod nosem „bitch, please”, to, jak to zwykle
w takich przypadkach to bywa, będzie miał rację. Hiszpańskiej Inkwizycji — bądź
też nagich czterech liter Hugha Bonneville w pierwszych minutach pilota Da Vinci’s Demons, ech — być może nikt się nie spodziewał, ale to, że
media i komputery będą coraz bardziej wpychać się z butami w każdą dziedzinę
życia, co nie może nie mieć szerszych
konsekwencji, można pewnie było przewidzieć. Co też zrobił był chociażby nasz
ukochany Marshall McLuhan, nakreślając zjawisko już poprzez zwrócenie uwagi na
to, że kulturę bardziej kształtuje sama obecność
mediów niźli ich treść.
Pozostawię to może — wspomniane szersze konsekwencje oprogramowania każdej sfery życia — do własnej rozwagi, ale wydaje mi się, że i z tym ciężko się nie zgodzić. W sensie, zanegować postępujące występowanie tychże szerszych konsekwencji. Ładnie według mnie wiąże się to nam chociażby z ostatnimi rozważaniami nt. cyborgizacji, o której fajnie napisała Iza, jeśli ktoś jeszcze nie czytał. Można też na przykład obejrzeć sobie film Ridleya Scotta pt. Blade Runner i zastanowić, jak daleko w programowaniu wszystkiego zajdziemy i jak bardzo nas to kiedyś w nasze własne cztery litery ugryzie.
Ale. Jeśli ktoś nie ma ochoty
podążać myślami w rejony, które poważnie zataczają o prawdopodobne przyszłe
filozoficzno-etyczne i różne takie, intelektualnie brzmiące moralne konflikty, to ja
teraz może, w mało subtelnej, ale bardzo rozpaczliwej próbie odwrócenia uwagi
od tego, że z braku pomysłu znów napisałam notkę o niczym, na koniec powiem, że
super, że mamy wokół siebie Mądrych Ludzi, którzy się na wszystkim znają i
wszystko wymyślają i pozwalają nam potem tylko klikać w kilka guzików, żeby coś
nam działało i żebyśmy mogli czuć się ekspertami! Fajnie, fajnie. Nikt z nas przecież za bardzo nie lubi się uczyć
i kształcić ponad to, co nam łatwo przychodzi i ma się teoretycznie, jak to się
ładnie mówi, w życiu przydać. Bo po co mielibyśmy próbować sięgać do innych
dziedzin wiedzy, prawda? Wiedza nie
zniknie, ktoś tam zawsze będzie się na czymś znał.
Prawda?
Katarzyna Kunisz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz