'New media are new languages, their grammar and syntax yet unknown.'

Laws of Media: The New Science, M.McLuhan (1988)

piątek, 24 maja 2013

Bad News

 Hello, everyone!! Że tak zacznę z globalnego wysokiego C powitań.
Globalizacja dotyka każdej części naszego życia. Widzimy ją na studiach, w pracy, w knajpach a nawet siedząc we własnej łazience- mogłoby się wydawać najbardziej intymnym miejscu naszej egzystencji (nie dotyczy studentów!). Nawet jak jesteśmy na totalnym odludziu, a nawet w Kanadzie, wszędzie spotkamy naszych małych przyjaciół- opakowania po batonikach Mars czy puszkę Coca-Coli.
Ale co jest najsilniej zglobalizowaną częścią otaczającej nas rzeczywistości? Media oczywiście, przeca o tym właśnie jest ten blog, a głównie telewizja i internet. Przeglądając strony WWW naszymi stałymi bywalcami są takie domeny jak Facebook, YouTube oraz USOS. Nie wiem czy ktoś potrafiłby odpowiedzieć na pytanie czy któraś z nich jest stroną z polskim rodowodem? Mamy dostęp do wiadomości z całego świata a już szczególnie z najbardziej dotkniętej wszelakimi klęskami Ameryki, albo żeby być poprawnym politycznie Stanów Zjednoczonych Ameryki. W mgnieniu oka, a dokładnie w czasie potrzebnym na przetłumaczenie newsa i zapisanie go na nowej stronie dowiadujemy, się że musimy uciekać do schronów atomowych bo USA wypowiedziało wojnę. Notabene jedynym mi znanym schronem w Krakowie jest ten pod Parkiem Krakowskim a i tak nie wiem jak tam wejść i nigdy nawet nie widziałem jakiegokolwiek wejścia. Zapewne więc jest to tak supertajny schron, że nikt nie wiem gdzie, lub jest niewidzialny a najprawdopodobniej w ogóle go nie ma… Wracając do tematu media lansują również najróżniejsze mody na dosłownie wszystko co pochodzi zza oceanu a już na pewno na wszystko co pochodzi z zachodu. Każdy lubi chwalić się swoim miejscem pochodzenia (oprócz ludzi pochodzenia warszawskiego) i tak jest w tym przypadku gdzie epicentrum były Stany. Cała ideologia brandingu opiera się na szerokiej dostępności reklamy i właśnie dlatego media stały się jej idealnym nośnikiem. Trafia ona w każdy rejon świata więc nie zdziwiłby mnie widok mongolskiego pasterza bydła zaganiającego swoje owce w AirMaxach.
Ale czy takie rozpowszechnienie informacji, bo to jej przesył był największym impulsem do rozwoju globalizacji, jest dobre? W zasadzie pomaga ona w rozwoju tzw. „globalnej świadomości”, ale co nam z tej świadomości skoro 99,99% społeczeństwa koniec końców ma gdzieś co się dzieje na drugim końcu świata? No chyba, że chodzi o pieniądze i giełdę- wtedy to dotyczy jednostki bezpośrednio i zaczyna się myślenie, żeby czasem nie stracić swoich pieniędzy na tragedii innych. Ale ile osób wstaje na co dzień i myśli: „O, biedne dzieci w Afryce”. A nawet jak już tak pomyśli to następną myślą i w konsekwencji ruchem jest podróż do kuchni, wyciągnięcie Cheeriosów czy innych płatków i zjedzenie wartości energetycznej jaką przeciętny Afrykańczyk mógłby się zadowalać przez miesiąc.
 I to nie tak, że globalizacja mediów jest starym wymysłem i umrze śmiercią naturalną, wręcz przeciwnie nabiera rozpędu i tak do 2015 roku światowe wydatki na media wzrosną z 1,4 do 1,9 biliona USD, czyli 5,7% w skali roku. Głównym tematem mediów są tragedie. Tak jak to zaznaczali nasi przyjaciele na zaprzyjaźnionych blogach tak im więcej masakr, zniszczenia, głodu, nędzy i innych nieszczęść ludzkich tym lepiej. Ale co zrobić skoro takie rzeczy najlepiej się sprzedają ?           
Cywilizacja wymusiła na nas instynktowne cieszenie się na widok ludzi mających gorzej niż my. Bo jaką to przyjemność oglądać program poświęcony facetowi, który rzetelnie pracował przez 50 lat swojego życia i teraz ma własny domek na uboczu i może odpocząć od zgiełku? No może jakby został zjedzony przez własnego konia, który był jego najlepszym przyjacielem, to byłby dobry temat do podzielenia się z szerszą publiką. Bo wtedy miałby gorzej! W końcu niewielu z nas zostanie zjedzonych przez konie.
Media, mimo że podobno nie zawsze są w centrum wydarzeń zawsze starają się sprawiać wrażenie, że coś się dzieje na „naszych oczach”. Zawsze w centrum wydarzeń, zawsze najbliżej ofiar zadając pytania o to jak coś się stało i co czuje taka osobą gdy zwłoki jej bliskich parują w czarnych workach 5 metrów dalej. Tak jak wcześniejsze przykłady Jana Pawła II czy Smoleńska pokazują różny poziom przygotowania do wydarzenia tak jedno pozostaje niezmienne, znaleźć newsa, odpowiednio go obrobić i wysłać w eter niech dociera do mas ludzi bezpośrednio niezaangażowanych i nie mogących nic z tym zrobić.
Ale jednak mimo tej brutalności media na całych świecie mają całą masę, gdzie tam masę- RZESZE zwolenników czekających na nową dawkę adrenaliny prosto z ekranu telewizora tudzież komputera. Czy my-ludzie po prostu nie potrafimy żyć bez tragedii? Czy przez wieki ewolucji, ciągłych starć z innymi plemionami i narodami uzależniliśmy się od okrucieństwa i teraz poszukujemy substytutu w mediach? Ciekawy mógłby być wynik eksperymentu, podczas którego ludzi notorycznie oglądających wiadomości odpięło od kroplówki i umieściło na wyspie gdzie byłoby wszystko niezbędne do życia oprócz informacji.
                                                                                          Grzegorz Zemełka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz