Telewizję
jako medium trudno zdefiniować. Oczywiście w encyklopediach internetowych
znajdziemy liczne definicje, ale okazuje się, że nie są one takie same, co może
dziwić, bo przecież każda z nich opisuje to samo medium. Internetowe wydanie
encyklopedii PWN oferuje chyba najbezpieczniejszą wersję, przedstawiając
etymologię wyrazu:
telewizja [gr. tḗle ‘daleko’, łac. visio ‘widzenie’], przesyłanie na odległość obrazów scen ruchomych i towarzyszącego im dźwięku w postaci sygnałów elektr. i odtwarzanie ich w odbiorniku telew.;
Internetowa
encyklopedia Wiem prezentuje nieco bardziej rozbudowaną definicję, która skupia
się raczej na technicznej stronie tego medium :
Telewizja, dział telekomunikacji zajmujący się przesyłaniem na odległość ruchomych obrazów wraz z towarzyszącym im dźwiękiem za pomocą sygnałów elektrycznych. Ze względu na zastosowanie rozróżnia się: telewizję programową oraz telewizję użytkową (umożliwiającą obserwację zjawisk lub kontrolę procesów w badaniach naukowych).
Żadna z
powyższych definicji nie obejmuje jednak informacji o fenomenie telewizji.
Ciekawe jest to, że telewizje często same poruszają wątki autotematyczne.
Najczęściej pod płaszczykiem dydaktyzmu. Każdy z nas, przynajmniej w kilku
filmach, widział motyw dziecka, które całymi godzinami wpatruje się w szklany
ekran, prawie wrastając w fotel.
Najbardziej
znanym przykładem jest co prawda film kinowy, ale emitowany po premierze wielokrotnie
w telewizji, „Telemaniak” (ang. „Cable Guy”) w reżyserii Bena Stillera opowiada
o tragicznym w skutkach uzależnieniu od telewizji. Główny bohater grany przez
Jima Carey’a, jest dzieckiem telewizji. W retrospekcjach widzimy małego
chłopca, którego mama wychodzi pozostawiając dziecko „pod opieką odbiornika”.
Kobieta wychodząc mówi: „Nie siedź tak blisko ekranu, bo ci mózg zgnije”.
Dziecko wyrasta na maniaka, który przesiąka poglądami zaczerpniętymi z seriali
i filmów, a jego guru staje się Jerry Springer, którego z nabożeństwem cytuje.
Najciekawiej prezentuje się finał filmu, przepełniony mądrościami na temat
ważnej roli zdrowego rozsądku w korzystaniu z telewizji. W kulminacyjnym
momencie bohater wykrzykuje zdania, które są kwintesencją tego obrazu :
„Mamo
nie miałaś dla mnie czasu”
„Jest wiele kablowych dzieci, które mają jeszcze
szansę”.
Zdania te,
wypowiedziane przez Jima Carey’a grającego tytułowego bohatera, brzmią jak
frazesy, z drugiej strony jest w nich
sporo tragizmu.
Najciekawsze
jest to, że film tak krytycznie odnoszący się do bezmyślnego oglądania
telewizji, najczęściej emitowany jest w porze największej oglądalności, a tuż
po nim lektor swoim nęcącym głosem nakłania do obejrzenia kolejnego mega hitu.
Amerykanie nie są jedynymi, którzy próbują edukować widzów.
Brytyjczycy
również podejmują ten temat.
W 2006 roku
telewizja BBC pokazała odcinek popularnego serialu „Doctor Who” pt. Idiot’s Lantern (w Polsce „Magia telewizji”).
W tym
odcinku bohaterowie cofnęli się w czasie do dnia koronacji królowej Elżbiety II.
Zetknęli się oni z niecodziennym wydarzeniem, pewien sprzedawca rozprowadzał prawie
za bezcen odbiorniki telewizyjne, by każdy mieszkaniec Londynu mógł obejrzeć ceremonię.
Oczywiście sprzedawca skrywa mroczny sekret. W zamian za niską cenę, niczego
nieświadomi klienci zanoszą do swoich domów tajemniczą istotę zwaną The Wire,
która odżywia się energią z mózgów osób zasiadających przed ekranem. Człowiek,
który padnie ofiarą „The Wire” staje się kukłą bez twarzy, niezdolną do
myślenia.
Wydarzenia z
tego serialu wydają się jeszcze bardziej abstrakcyjne niż te z „Telemaniaka”.
Właśnie wydają się... . Nie często zdarza się, żeby ktoś myślał, że jest postacią
z serialu, są jednak ludzie, wierni jednej
jedynej stacji telewizyjnej, żyjący jak kukły. Bezkrytycznie przyjmują to, co
usłyszą.
Analizując
przykłady takich filmów czy seriali można odnieść wrażenie, że telewizja jako
medium jest bardzo krytyczna wobec samej siebie. Pokazuje zgubny wpływ
długotrwałego siedzenia przed odbiornikiem, jednak z drugiej strony kilka
sekund po emisji jakiegoś autoironicznego programu zachęca widzów do pozostania
przy telewizorach… .
Anna Romańska
Źródła:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz