Powszechnie wiadomym jest, iż Marshall McLuhan wielkim poetą był. Że mediów, znaczy się. Lev Manovich, choć bywa nazywany drugim McLuhanem, zdecydowanie nie ma jednak podobnego szczęścia co do przykuwającego uwagę wyrażania się, a pierwszą reakcją nasuwającą się czytelnikowi po zmierzeniu się z fragmentem „Języka nowych mediów” jest „ziew”. Przynajmniej było tak w przypadku tego konkretnego czytelnika, czyli mnie. I jakkolwiek nieoczekiwanie przydatny nie był pan Manovich przy analizie gier komputerowych (pozdrowienia dla tej garstki osób, z którą dzielę zajęcia), a chodzi mi tu o podstawowe informacje z pierwszych dwóch stron zadanego do przeczytania tekstu, to nie można było oprzeć się wrażeniu, że w jego reszcie znalazło się ich (to jest, tychże informacji) więcej, i przydałoby się móc skupić i jakoś je ogarnąć. W sensie, tak rozumem.
Na szczęście po dłuższym pochyleniu się nad tekstem, przez co oczywiście mam na myśli mniej lub bardziej milczące siedzenie na zajęciach i słuchanie doktor Zdrodowskiej wyjaśniającej, o co to dokładnie Lvu (… Lvowi? hej, odmiany są trudne) chodziło, wszystko stało się jaśniejsze. Poniżej krótkie i zwięzłe podsumowanie dla tych, którzy z jakichś powodów wciąż nie bardzo wiedzą, co i jak. Bo sorasy, ale sztywny Manovich zawiódł mnie na polu inspirowania do bardziej intelektualnych, wychodzących poza zajęcia rozważań. Son, I am disappoint.
Generalnie rozchodzi się o to, iż nowe media różnią się od tradycyjnych, a tychże różnic wyróżnia Manovich pięć. Przydatnym przy tym jest pamiętać, że jedne cechy w obrębie tych różnic wynikają z drugich, a także iż nie wszystkie obiekty nowych mediów przedstawiają sobą wszystkie te cechy jednocześnie.
A oto one:
1) REPREZENTACJA NUMERYCZNA
Pierwsze, najprostsze skojarzenia z tym hasłem są trafne — reprezentacja numeryczna oznacza ni mniej, ni więcej to, iż obiekty nowych mediów generowane są na poziomie cyfrowym, zapisywane w kodzie binarnym. Cyferkach. Algorytmach. Ogólnie mówiąc, tak:
Nie, że przy całej teoretycznej prostocie (bo to przecież „tylko same cyferki”) jest to szczególne jasne, ale podejrzewam, że niektóre dziwne jednostki — na przykład studiujące matematykę komputerową tudzież podobne okropieństwa — mówią najtrudniejszym językiem świata, zwanym powszechnie matematyką, i czyni to wszystko dla nich tak zwany sens. Aha.
Ale ad rem. Z reprezentacją numeryczną nowych mediów wiąże się kilka zjawisk, o których warto pamiętać. Na przykład cyfryzacja (inaczej: digitalizacja)! Bardzo ważna rzecz. Dotyczy tego, iż mamy media analogowe (ciągłe; nie dające się dzielić na mniejsze formy) i cyfrowe (nieciągłe; podzielne na mniejsze cząstki), i czasem musimy skonwertować pierwsze na drugie w procesie cyfryzacji właśnie. Cyfryzacja odbywa się w dwóch etapach — próbkowaniu (w skrócie: narzucamy na obiekt siatkę dzielącą na piksele) oraz kwantyzacji (pikselom przyporządkowuje się kod binarny).
Taki zapis (cyfrowy, podzielny) obiektu umożliwia standaryzację i ujednolicanie części, łączenie je w pewne struktury oraz ustanawianie z nich cyklicznych czynności, które ułatwiają i przyspieszają pracę nad programowaniem i podobnymi operacjami. Wynika z tego następna cecha nowych mediów.
2) MODULARNOŚĆ
No więc właśnie. Modularność oznacza, iż obiekty nowych mediów są fraktalne. Składają się z modułów potencjalnie nieskończonych, zbudowanych tak samo. Mówiąc prościej, pomyślcie sobie o budowie chociażby płatka śniegu:
Nowe media są łatwo programowalne dzięki takiej strukturze. A najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że każdy obiekt jest niezależny, ma autonomiczną tożsamość pomimo bycia częścią pewnej całości. Można modyfikować taki obiekt bez konieczności zmiany drugiego.
3) AUTOMATYZACJA
Czyli zahamowanie intencjonalności użytkownika. Brzmi groźnie, ale w praktyce oznacza dość cudowną rzecz. Czyli to, że dzięki skryptom opartym na odpowiednio napisanych algorytmach (możliwym dzięki reprezentacji numerycznej i modularności!) nie musimy umieć kodować ani programować, aby zmienić sobie choćby layout na blogu. Wystarczy wybrać jakiś gotowy szablon z dostępnej listy, a w „najgorszym” przypadku przekleić kod opracowany przez jakiegoś pasjonata tematu do odpowiedniego okienka, i voilà. Kolejny przykład: tworząc sobie tę notkę w Wordzie, nie muszę ręcznie np. robić spacji, żeby numerować — program robi to za mnie. Cool beans, dude.
Automatyzację dzielimy na niskopoziomową oraz wysokopoziomową, przy czym ta druga nas nie interesuje, bo dotyczy sztucznej inteligencji. Pierwsza zaś oznacza właśnie wszystko, co robią za nas lub co pomagają nam zrobić odpowiednie programy.
Automatyzacja wiąże się też z lepszymi sposobami udostępniania mediów i przeszukiwania ich zawartości (medialne bazy danych, wyszukiwarki, etc.).
4) WARIACYJNOŚĆ
Nie ukrywajmy, najlepsza cecha, w bardzo dużej mierze związana z modularnością (bo strukturę obiektu można przecież tworzyć z mniejszych, różnorakich fragmentów, zapisywanych oddzielnie i mających indywidualne tożsamości), ale także z automatyzacją i reprezentacją numeryczną.
Nowe media są elastyczne; możemy mieć tak naprawdę nieskończoną ilość wersji tego samego obiektu. Możemy przeczytać newsa na laptopie albo tablecie. Wy możecie zignorować cały z bólem produkowany przeze mnie w ten słoneczny, sobotni dzień tekst i skupić się tylko na samym podziwianiu na przykład
jednego z najbardziej satysfakcjonujących momentów w historii telewizji.
Pokaż mu, Tyrion.
Pokaż mu, Tyrion.
Mogę urozmaicić ten tekst kolejnym obrazkiem!
Pozwolę sobie nie skorzystać ze Szkoły Spoilerowania im. Dyrektora Loski i z uprzejmości dla osób dopiero pragnących zaznajomić się z serialem Breaking Bad powiem, iż obrazek przedstawia Waltera White walczącego z systemem.
Tutaj zaś wideo, które przedstawia najbardziej chwalebne momenty w karierze niejakiego Mikołaja Klaty. Wystarczy, że działają wam odpowiednie wtyczki i możecie je obejrzeć:
Podsumowując: jak mówiłam, najlepsza cecha. Spróbujmy sobie wyobrazić Internet bez umilających nam czas obrazków, gifów i filmików (choć oczywiście bardzo wartościowe jest, że w razie problemów z flashem, javą oraz tym podobnymi, i tak mamy dostęp do informacji w postaci samego tekstu), bez możliwości szybkiego wymieniania się linkami ze znajomymi. Spróbujmy wyobrazić sobie nie móc szybko sprawdzić przez komórkę autobusu na serwisie jakdojade.pl, kiedy dokoła druga w nocy, pustka, zima i w ogóle. Brr.
(O wariacyjności można by napisać dużo więcej, bo jest ciekawa, ale ze względu na obawę o zbytnie wykroczenie poza limit znaków przeznaczonych na notkę, pozwolę sobie z tego zrezygnować. To przecież nie jest tak, że mi się nie chce, haha. Ha ha.
… H a.)
5) TRANSKODOWANIE
Zasada, które niekoniecznie musi wszystkich interesować, choć Manovich uważa ją za najważniejsze następstwo komputeryzacji mediów.
Dotyczy tzw. poziomu meta, czyli tego, jak obiekty nowych mediów funkcjonują w obrębie samego komputera, ale także wobec nas. Wiąże się z de facto prowadzeniem swoistego dialogu przez media, a także tytułowym transkodowaniem treści z tzw. „prawdziwego świata” do świata wirtualnego, a najważniejszym wnioskiem dotyczącym tej cechy zdaje się być stwierdzenie, iż sfera komputerowa ma wpływ na sferę kultury i vice versa, tworząc tym samym specyficzną kulturę komputerową. Z czym, jak mniemam, można się zgodzić lub nie. Ja tam się zgadzam.
TL;DR Abstrahując od całego potencjalnego (na pewno wartego dyskusji i ummm, właśnie zdałam sobie sprawę, że mogłam o tym napisać, ale teraz już za późno, smutek) aspektu postępującej infantylizacji społeczeństwa także ze względu na to, iż coraz więcej rzeczy „robi się za nas” również w sferze życia wirtualnego, bo technologia staje się coraz prostsza i bardziej intuicyjna (z czym Manovich być może by polemizował, zaznaczając w "Języku...", iż każda nasza decyzja zabiera dziś znacznie więcej czasu, energii i odpowiedzialności niż kiedyś właśnie ze względu na ogromną możliwość wyboru i dopasowania mediów „pod siebie”), nowe media są fajne. I mają cechy, a nawet pięć.
W skrócie, „Yeah, science!”, jak powiedział poeta.
Katarzyna Kunisz




Świetny wpis! Szczególnie zapada w pamięć część o reprezentacji numerycznej. Niestety chyba wkradła się mała nieścisłość. Otóż matematycy raczej nie mają pojęcia czym jest ten ciąg zer i jedynek. Powszechnie wiadomo, że od lat to informatycy(!) stosują ten dziwny i skomplikowany szyfr, by ukrycie szydzić ze wspomnianych matematyków. Na szczęście są własnie jednostki z matematyki komputerowej, których zadaniem jest pogodzić te dwa nielubiące się światy i doprowadzić do wspólnego porozumienia poprzez znajdowanie cech wspólnych, a nie różnic. Generalnie jest to bardzo dobrze napisany wpis i świetnie się go czytało. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńInformatycy! No tak. Nic, o kimś musiałam zapomnieć, widać padło na informatyków; c'est la vie. Ale cieszę się, że się dobrze czytało i w ogóle! I bardzo dziękuję za miłe słowa.
Usuń[jakże dogłębnie cięta riposta]
Pragnę jednak zauważyć, iż morał pozostaje bez zmian, czyli: wszelkie cyferki -- a więc matematyka -- są głupie, niezależnie od tego, kto i do czego je stosuje. Sorry, Winnetou. :DD!
[/jakże dogłębnie cięta riposta]
Co do riposty:
UsuńTo trochę tak, jakbym powiedział, że najwybitniejszym pisarzem jest Paulo Coelho, a Kristen Stewart zagrała w "Zmierzchu" Oscarową rolę. I o ile o gustach się nie dyskutuje, o tyle matematyka oferuje trochę więcej niż tylko "głupie cyferki". Szanowna Autorko, rozejrzyj się, a wokół siebie odnajdziesz miliony ich zastosowań (o niektórych nawet wspomniałaś w swoim wpisie). Czy zatem, jeśli wspomniane cyferki i matematyka faktycznie byłyby głupie, to czy mogłyby wykonywać tyle czynności w codziennym życiu, bez których człowiek nie dałby sobie rady?
Pozdrawiam!
Drogi Matematyku, niech się Matematyk nie martwi! Ja wiem, gdybym nie wiedziała, to np. by się to trochę kłóciło z mym poglądem, że nowe media są fajne -- bo oparte są przecież na ~języku matematyki; także wiadomo, że go doceniam. Niemniej mój bardzo subiektywny i osobisty stosunek do samej matematyki jest taki, że jest głupia. :P Nie sama w sobie, wiadomo; rozchodzi się głównie o wpływ emocjonalny. No i to opinia pisana trochę z przymrużeniem oka, ale nie do końca. Dokładniej mówiąc: matematyka w liceum = zło i skrzywienie na całe życie (jak widać), ale chwała matematyce za to, jak przydatna jest w innych dziedzinach! I że można ją studiować na wiele sposobów, np. takich jak Twój. I przede wszystkim za to, że nie muszę już bezpośrednio mieć z nią do czynienia. >:)
UsuńPozdrawiam!